Miesnataczka

Blog z tekstami o muzyce

Młodzieżowo i tanecznie

Minęły  2 miesiące od pojawienia się debiutanckiej płyty Warszawskiej formacji Renton, a szum, jaki wokół siebie narobili, przypomina mi ten z przed paru miesięcy – debiut zespołu Muchy.

Ci bardziej wnikliwi, tudzież przyklejeni do fotela przed telewizorem, zespół poznać mogli dzięki szlagierowi “Hey Girl” towarzyszącemu kampanii reklamowej jednego z operatorów telefonii komórkowej. Teraz, gdy pełnometrażowy album trafił w końcu na półki sklepowe, o formacji coraz częściej mówi się jako o “odkryciu muzycznym roku”.
Renton serwuje nam muzykę z pod znaku indie/college rocka, lub, jak kto woli, szeroko pojętej alternatywy. Brzmi młodzieżowo, tanecznie, wesoło, a partie gitar aż zapraszają do włączenia się w melodię. Po samej okładce zresztą co bystrzejszy zrozumie, co można znaleźć w środku. Czy to jednak minus płyty, że muzyka brzmi młodzieżowo i akurat nadaje się do tańca lub skakania na koncertach?
W Polsce panuje dziwne przekonanie o tego typu przedsięwzięciach. Scena Indie mocno kuleje, przekonanie do niej w zasadzie nijakie, więc grupy tego typu mogą wywoływać dziwne komercyjne skojarzenia. W zasadzie formacje, przy których młodzież skacze na koncertach wśród “starej gwardii”, przeważnie są wyszydzane z racji swojej dostępności. Na szczęście takie regresywne poglądy w zasadzie mijają.
Nie ma co zbytnio omawiać całego albumu, gdyż piosenki są bardzo do siebie zbliżone.
Śpiewają po angielsku, czuć kalifornijski klimat młodzieży bawiącej się na plażach, jednak podane nie w pop-punkowej oprawie, tylko indie/college rockowej. Niektóre kawałki przypominają coś z hybrydy popu, jest nawet jeden “zamulacz” – “Drifted”. Pierwszy kawałek, “Lover’s Game”, pokazuje nam szlak tego wydawnictwa, zaś następny – “Hey Girl” – utwierdza nas w przekonaniu, że wsiedliśmy do dobrego pociągu.
Wymagać od chłopaków, żeby się stali ojczystym Franzem Ferdinanden na pewno nie można, jako że chłopaki nie mają aż takiego stażu. Jest to na pewno następna płyta po “Muchach”, która zwróci uwagę na tego typu muzykę w naszym ojczystym kraju, a 9 Sierpnia wystąpią chłopaki na największym festiwalu muzyki alternatywnej w Polsce – na Off Festiwalu Artura Rojka. Jeśli nie jesteś marudą, przy “Take Off” miło spędzisz tegoroczne wakacje. Może niestety tylko te, ale i tak warto.[8/10] – Podniosłem do 8, jako że w Polsce w zasadzie brak takiej muzyki.
“Dawid Sowiński”

Październik 3, 2008 Posted by | alternatywa, indie | , , | Dodaj komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.