Miesnataczka

Blog z tekstami o muzyce

Zakazane piosenki

Tak to już jest, że za każdym razem, kiedy oczekuję nowej płyty od Grabaża czy to w formacji dobrze znanej – Pidżama Porno, czy nowszego dziecka pt.: “Strachy na Lachy”, odczuwam niemałe podniecenie – jak przy stosunku z nową kobietą.

Dlaczego? Dumnie okrzyknięty ostatnim takim poetą rock’n'rollowym w Polsce Krzysztof Grabowski jest już osobą kultową. Nie tylko przez środowisko fanów, antyfanów, dziennikarzy czy polonistów (o jego tekstach powstała niejedna praca magisterska), ale także wśród dorastającej młodzieży. Wychował on już swoimi buntowniczymi tekstami niejedno pokolenie. Gdy ogłosił zawieszenie działalności Pidżamy Porno, miało się wrażenie, że już więcej takiej muzyki nikt nie będzie robił. Połączenie poetyckich metafor ze zbuntowanymi tekstami było niezwykle oryginalnym podejściem do muzyki. Przestał grać taką muzykę. Mam nadzieję, że nie przestał jednak jarać.

Teraz Krzysztof “Grabaż” Grabowski wychowuje swoje młodsze dziecko. Strachy po sukcesie debiutanckiej płyty oraz po wspaniałym wręcz drugim albumie wzięły na warsztat piosenki największego barda Rzeczpospolitej – Jacka Kaczmarskiego. Płyta ta podzieliła fanów na 2 obozy, a wielbicieli “Kaczmara” odstraszyła niczym zająca strzelba. (zresztą jak każda próba zabrania się za materiały mistrza). Okazało się jednak, że zespół solidnie poradził sobie z tą kompilacją, a nagrodą Polityki (Paszport Polityki) dowiódł, że jednak jest godny zabierać się za rzeczy niemal święte.

Mamy nowy rok, nową płyta. I co? I gówno. Bo nowa płyta także nie jest autorskim albumem
Strachów. “Mamo, Tato, opowiedz coś o latach 80-tych, bo nie rozumiem tej płyty”. Bądźmy szczerzy, odświeżone undergroundowe piosenki lat 80. pójdą śladem “Autora”. Dzieciaki dumnie podskakiwać będą na koncertach, nie rozumiejąc materiału czy ówczesnej cenzury. Bo fajne melodie, bo teksty fajne, no i to Grabaż. Starsi słuchacze (Strachy mają więcej starszych słuchaczy niż Pidżama) stać będą i z politowaniem przypominać sobie trudne czasy PRL-u. Tak to jest, że jednak niby Grabaż chce dzieciakom przypominać o wielkich bardach czy podziemnych zespołach czarnej Polski, a najbardziej jednak zawsze trafia tą muzyką do bardziej wymagających słuchaczy. Chociaż starsi słuchacze wolą zazwyczaj oryginały, więc – jak to jest już z coverami – płyta ta także podzieli wszystkich na 2 obozy. Oj Grabku, Ty nigdy nie mogłeś wszystkim dogodzić!

“Ale Panie recenzencie, powiesz Pan do cholery, co na tej płycie?” A na płycie “Zakazane Piosenki”, utwory, których radia w czasach PRL-u raczej grać nie chciały. Bikini, Korpus X, Malarze i żołnierze, Kryzys, Holy Toy, Siekiera, czy Izrael to niektóre z zespołów, które raczej w aniołków wtedy się bawić nie próbowały. I bardzo zresztą dobrze. Nie ma już miejskiego folku na płycie. Jest strasznie zróżnicowanie, może czasem za łagodnie, może czasem wokal za cicho i nie krzyczy tak, jak powinien prawdziwy buntownik lat 80, ale całość jednak w klimacie, w który bardzo szybko możemy się wczuć i dać ponieść się w szarą tamtejsza rzeczywistość. “Po prostu pastelowe”, czyli singlowy kawałek, ma taki delikatny, lekko miłosny klimat ciemnych uliczek, gdzie jesienny wiatr skłania nas do siedzenia w domu, “zmuszając do miłości”. Otwierający płytę kawałek “Nocne Ulice”, bardziej żwawy i energiczny, przypomina mi raczej działalność Pidżamy Porno, więc Krzysztof i chłopaki czuli się w tym kawałku jak ryby w wodzie i wyszedł im naprawdę zajebisty koncertowy numer! “Wariat”, piosenka o zbuntowanej młodzieży przypomina muzycznie troszkę numery disco Franka Kimono. Zapewne będzie ona hymnem niejednego słuchacza, utożsamiającego się duszą punkowca. Są na płycie jeszcze goście, np. Budzyński czy Przemyk, jednak dla mnie kompletnie niepotrzebnie.

Generalnie to nie jest tak, że zawsze wystawiam Grabażowi największą ocenę i przeżywam orgazm za orgazmem. Teraz tego nie było, bo znam piosenki tych zespołów i płyta ta dla mnie dużo nie wnosi. Jeżeli zaś ktoś nie zna lub dawno nie słyszał takiej muzyki i chciałby sobie ją odświeżyć w nowej formie, to gorąco polecam, bo jednak album jest bardzo dobry. Czyżbyśmy przeżywali kolejny bunt przeciw kolejnej dziadowskiej Polsce?

nasza kultura jest teraz
nasza kultura jest tu

to ci sami ludzie prześladują nas od lat
to ci sami ludzie zbudowali ten świat *

*Izrael – “Nasza kultura” zaśpiewana przez Grabaża

“Dawid Sowiński”

Październik 3, 2008 Posted by | alternatywa, folk, punk, rock | , , , | Dodaj komentarz

Czesław śpiewa, Polska słucha.

“Gdy emocje już opadły jak po wielkiej bitwie kurz”, można na spokojnie przyjrzeć się fenomenu Czesia. Jakiego Czesia? Bynajmniej nie tego z “Władcy Móch”.

Troszkę namieszał, wszędzie o nim głośno a jego profil na youtube przeżywa prawdziwe oblężenie. Lansowanie go w Radiowej Trójce tylko mu w tym pomogło a występ w tegorocznym OFF Festiwalu Artura Rojka powiedzieć miał szerszej grupie słuchaczy, że warto.

Czesław Mozil(28l) z pochodzenia Polak, jeszcze do niedawna (od 5 do 28 roku życia) mieszkał w Kopenhadze, gdzie uczęszczał do Royal Danish Music Academy. Wrócił jednak do Polski by nagrać swój “Debiut”. I właśnie tak nazwana płyta 7 kwietnia 2008 trafiła na półki sklepowe by porażać nas swoją oryginalnością. Ale czy oby na pewno?

“Gdybym miał kierować się tym, czy solówka gitarowa jest mile widziana w świecie muzycznym w roku 2008, lub czy akordeon sprawi, że wielu słuchaczy odpadnie, to bym tej płyty nie nagrał” – wspomina w wywiadzie dla sklepu internetowego Empik.com.
Tak zaczarował Katarzynę Nosowską, że zagrał nawet na akordeonie w szalenie sławnym koncercie Hey’a – MTV Unplugged. Teraz gra już jako “Czesław Śpiewa” a jego koncerty są pełne żywiołu i ludzie przed sceną jednogłośnie śpiewają jego piosenki.

Więc co jest jego Fenomenem? Czy może język w którym usłyszeć można że ów człowieczek nie wychował się jednak na Polskim podwórku? Czy może specyficzne podejście do muzyki, przeplątany miejski folk z kabaretem śpiewanym i pojawiającym się gdzie nie gdzie zalążkiem alternatywy?
Tekstami? Przecież teksty nie są jego autorstwa tylko internautów(!!), piszących z pomocą krakowskiego poety Michała Zabłockiego. Nie wiadomo, naprawdę trudno jest jednoznacznie orzec co takiego może podobać się w tym albumie. Utwory napisane są bardzo prosto i przyjemnie a teksty są uniwersalne. I może tak naprawdę to o to chodzi? To, że w tej prostocie każdy może odnaleźć coś dla siebie? To, że słowo śpiewane trafia do każdego budząc w nim różnorakie odczucia?

Jedno jest pewne. Na rynku muzycznym brak takiej muzyki i to może my podświadomie ją wybraliśmy . Fakt głosu Grabowskiego to on nie ma, a niektóre utwory zmuszają do refleksji, niektóre zaś powodują uśmiech na twarzy. Jednak jeśli wszystko inne się wam znudziło zachęcam do sprawdzenia tego materiału. Jak się nie spodoba zawsze można nie słuchać.

“Dawid Sowiński”

Październik 3, 2008 Posted by | folk, muzyka | , , | Dodaj komentarz

   

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.