The Dead Weather

Wszystkie nowe i młode zespoły (szczególnie ich natłok z wysp), powinny się uczyć od Jacka White’a jak się zakłada nowy projekt.
To już powoli się robi dziwne. Rozumiem, że można mieć wiele pomysłów na minutę i “babrać” się wieloma projektami na raz. Ale jak do ciężkiej cholery, udaje się Jackowi zamieniać rzeczy na pozór proste, w muzyczne perełki, chowane gdzieś w muszlach dzwięków, które otwierają się wraz z wzrostem skupienia na ich muzyce? Jak ze spokojnego głosu Alison, uczynił wokal który stasznie intryguje i przywołuje na myśl jakiś psychodeliczną manifestacje, w brudnych realiach gdzieś na tyłach poniszczonego pick-upa? Czemu tym razem zasiadł za perkusją, zostawiając jego miejsce Panu Dean Fertita z Queens Of The Stone Age? Jak udało im się w 3 tygodnie nadać taka wielowarstwowość muzyki, kojarzącej się z garażem i podpitymi kumplami na próbach? I skąd do cholery ten wyczuwalny regresywny blues?
Powiem szczerze, że nie będe oryginalny przywołując także określenia gorących nadymionych barów i garstki ludzi pod sceną, na małym koncercie jakiegoś zespołu garażowego. Wszystko to już zostało powiedziane zapewne nie raz, ale w tym wypadku trudno o bardziej trafne spostrzeżenie. Czasem słuchając takiego “Treat me like your mother”, mam wrażenie że lider The White Stripes potrafi manipulować muzyką, na tyle że tworzy on muzykę opartą na muzyce. Tak jak Tarantino tworzy filmy oparte na kinie. I oczywiście w obydwu wypadkach przychodzi to na korzyść odbiorcy. Cieszy także pazur muzyczny ukazany za pomocą ostrych cięć Deana. Jack co prawda śpiewa troszkę z Alison jednak to Ona i właśnie Dean wysuwają się na pierwszy plan.
Właśnie takie surowe dźwięki powinny przypomnieć młodszym kolegom, że muzyka to nie tylko delikatne pieszczenie gitar na wyspach, ale także cała otoczka która tworzy klimat. A The Dead Wether właśnie dzięki klimatowi wykrzyczanych, piskliwych momentów jest jak najbardziej przekonywujący. Do tego stopnia nawet, że gdy podgłośniłem taki “I Cut like a buffalo” który jest swoistym miksem styli, odleciałem na tyle że przez chwilę dałem się wciągnać w te zmieszane klawiszami garażowe krzyki. A gdy już człowiek na tyle odlatuje przy muzyce może to znaczyć tylko jedno.
-
Archiwa
- Styczeń 2010 (1)
- Marzec 2009 (2)
- Luty 2009 (3)
- Listopad 2008 (3)
- Październik 2008 (11)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS

