[i] – Przedpisk

[i] – Prosta literka zamknięta w nawias. Podobno w nawiasach zawarte są myśli. Podobno literka “i” jest literką tajemniczą. Podobno ludzie interpretują nazwę zespołu, zawiniętą w nawiasy jako “internetowy znak ukazywania świeczki”. Podobno Palikota znowu wyrzucają z PO.
Fajnie jest wziąć do ręki debiutancki materiał. Bardzo lubię, może to takie zboczenie, ale szukanie fajnych i ciekawych artystów, naprawdę jest ciekawym hobby. Niestety w całym szeregu pierwszych krążków, zazwyczaj 85% to płyty muzyków, którzy za szybko chcieli wejść w muzyczny rynek, lub tych co zwlekali za dużo, pozwalając opaść emocjom swojej muzyki. Od razu mówię, że “Przedpisk” taki nie jest. Co nie oznacza oczywiście, że będzie legendarnym, rewolucyjnym albumem. Zapewne wiele osób go nie pozna, gdyż promocji i reklamy wydawnictwa raczej nie uświadczyłem. Mam nadzieję, że to się zmieni bo muzyka ta, naprawdę wydaje się ciekawa.
Zespół tworzy 5 chłopów i wokalistka. Chłopaki grają już razem parę lat, a Kasia dołączyła z typowego ogłoszenia. Czysty przypadek więc w sumie sprawił, że zespół posiada takie brzmienie a nie inne. Można byłoby doszukać się w ich muzyce podobieństwa do grupy HEY. Właściwie te podobieństwo najczęściej narzuca się nam przy odsłuchiwaniu przykładowo początku “Mezofortem”. Można by także stwierdzić, że jest to HEY zmiksowany z Hatifnatsem. Ale z drugiej strony, po co się doszukiwać porównań. Na pewno jest to rock. Cięższy, melodyjny oraz hipnotyzujący, gdyż niekiedy alternatywne brzmienia gitar dodają jakiegoś hipnotyzującego uroku. Sfera tekstowa jest o tyle dziwna, co np. w przypadku Kombajnu do zbierania kur po wioskach. Więc raczej każdy powinien je interpretować na swój sposób, bo na pewno nie ma jednolitego wytłumaczenia niektórych zdań czy słów.
Podsumowując – Palikota nadal nie wywalili z PO, a “Przedpisk” powinien podobać się zarówno fanom ciężkiego melodyjnego rocka, jak i amatorom alternatywnych gitar. No i oczywiście wielbicielom żeńskiego wokalu.
Lista utworów:
1. mezofortem
2. njujorkczipy
3. skradatsch
4. technofjurzyn
5. lubież
6. wołek zbożowy
7. bekon
8. sao sino
9. est
10. snu
11. adun
“Dawid Sowiński”
Pan Profeska – Pan Profeska

Pan Profeska proponuje nam muzykę eksperymentalną niczym fiat 126p w wersji Cabrio. Mało tego, dorzuca jeszcze wypasiony spoiler. Forma Cabrio jednak, czy wspomniany spoiler pozostaje jako dodatek, bo tak naprawdę “Maluch” i tak pozostanie “Maluchem”
Ale po kolei. Grupa z Warszawy gra już jakiś czas. Od 1998 roku. Płytę wydali dopiero teraz. Widać nie śpieszyło im się zbytnio. Historia niestety zna takie przypadki odwlekania debiutów – i nie trzeba wcale daleko szukać! Ot, nasz Polski Out Of Tune który miał być wielką nadzieją Polskiej muzyki, bawił, rozgrzewał na koncertach, robił hit za hitem. Chłopaki za długo jednak czekali z wydaniem albumu i przez ten czas materiał zdążył już się znudzić, a kolejne debiuty kolegów z branży zabierały im słuchaczy.
Pierwszy utwór naprawdę jest dobry. Rosyjski akcent nakręca jeszcze bardziej chęć do po”ska”kania przy tym numerze. Przypomina mi ta “piosenka” – Strachy na Lachy i otwierający utwór “Piły Tango”, który podobnie zapowiadał zespół. Dalej już niestety gorzej. I o ile Akurat, Koniec Świata, Skankan i inne tego typu kapele bronią się jakoś przebojowością i prostotą utworów, o tyle Pan Profeska jest przekombinowany. Podobno podczas sesji nagraniowej brało udział 14 osób. To niestety słychać. Trochę ska, troszkę reggae, gdzieniegdzie motywy jazzowe splecione folkiem. Album nie jest zły, tylko trochę przekombinowany jeśli założeniem miała być płyta prosta, i przyjemna w słuchaniu muzyka.
Panu Profesce nie pomaga też to, że mają utalentowanych muzyków grających w wielu znanych zespołach. Może i na koncertach czuć power takiej muzyki, jednak w zaciszu domowym ciężko wstać i poskakać sobie frywolnie po pokoju. A szczerze – wiele razy tak robiłem przy podobnej Polskiej muzyce.
1 Pan Profeska – intro
2 Pan Profeska – bajkonur
3 Pan Profeska – budynie
4 Pan Profeska – moda
5 Pan Profeska – tragedia ogonogłowoszyjca
6 Pan Profeska – z bitej śmietany
7 Pan Profeska – Skierniewice
8 Pan Profeska – wielkie ptaszyska
9 Pan Profeska – kolory
10 Pan Profeska – pod fortepianem
11 Pan Profeska – kameleon
12 Pan Profeska – speed
13 Pan Profeska – moje słońce
www.panprofeska.pl
“Dawid Sowiński”
Camp Rock

Bywa, że przez nasze doświadczenia czy spostrzegawczość czasami nie kupujemy kota w worku, gdyż gładko możemy domniemać co znajduje się w pakunku. Patrząc na okładkę ścieżki dźwiękowej do filmu “Camp Rock” jest podobnie.
Pamiętam jak w zimę tego roku gościłem na spektaklu Kubusia Puchatka w Warszawie. Magia Disney’a którą pamiętałem z lat młodości niestety gasła ze mną rok w rok. Może ta magia jest adekwatna do wieku w jakim się znajdujemy? Chyba tak, a jeśli nie całkowicie – w dużym stopniu.
Czyli co? Album jest podlany młodzieżowym lekkim melodyjnym pop/rockiem, co w przypadku nazwy płyty nie jest raczej niespodzianką. Szybkie delikatne gitary otwierają całą ścieżkę dźwiękową i pokazują czego możemy się spodziewać dalej. A dalej jest podobnie, czasami wolniej, czasami szybciej, a czasami w stylu R’n'B. Wszystko zaś przypomina jakieś niepublikowane hity Avril Lavigne a gdy spotykamy się z “męskimi” wokalami nasuwają się skojarzenia z czasów Backstreet Boys.
Krótko. Album to żadne ambitne dzieło do którego trzeba się nastawić. To raczej nie czysty rock. Tu wszystko wpada w ucho za pierwszym razem, gdyż Disney postawił na przebojowość. Wydawnictwo jak i film skierowane jest raczej do młodzieży w wieku nastoletnim, więc jeśli chcemy sprawić prezent córce w wieku 13 lat, będzie to jak najbardziej udany zakup.
1. Oto Ja 3:09
2. We Rock 3:11
3. Play My Music 3:17
4. Gotta Find You 4:02
5. Start The Party 3:00
6. Who Will I Be? 3:06
7. This Is Me 3:09
8. Hasta La Vista 2:35
9. Here I Am 3:45
10. Too Cool 2:49
11. Our Time Is Here 3:25
12. 2 Stars 2:55
13. What It Takes 2:42
“Dawid Sowiński”
-
Archiwa
- Styczeń 2010 (1)
- Marzec 2009 (2)
- Luty 2009 (3)
- Listopad 2008 (3)
- Październik 2008 (11)
-
Kategorie
-
RSS
Wpisy RSS
Komentarze RSS

